Regin POV
Z trudem zwlekłem się z łóżka. Miałem wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje. Doczłapałem się jakimś cudem do szafki i wyciągnąłem z niej pierwszej lepsze ubrania. Padło na czarne, mocno podarte na kolanach rurki, biały T-shirt i czerwoną bluzę z kapturem. W dosyć niezgrabny sposób założyłem wszystko na siebie i wyszedłem z pokoju.
W kuchni zastałem Naomi. W najlepsze pałaszowała płatki, bujając wesoło nogami. Usiadłem obok niej i schowałem twarz w dłonie. Usłyszałem głośny chichot.
- Co cię tak bawi? - wybełkotałem.
- Wyglądasz jakbyś pierwszy raz w życiu wziął wódkę do ust - powiedziała melodyjnym głosem.
- Bo to nie była wódka…
Znów parsknęła śmiechem.
- A co? Nie mów, że jakaś dziewczyna wrzuciła ci tabletkę gwałtu do drinka.
- Zamknij się krasnalu.
Uwielbiałem czepiać się jej małego wzrostu. Jesteśmy bliźniakami, ale różnica w centymetrach wcale nie jest taka mała. Szatynka nienawidzi moich przytyków w tej sprawie, gdy byliśmy mali rodzice musieli często interweniować.
- A miałam zrobić ci śniadanie, ale skoro wolisz mnie wyzywać - zeskoczyła ze stołka.
Odłożyła miskę do zmywarki.
- Dobra. Przepraszam, nie jesteś krasnalem - spojrzała na mnie z ukosa - Jesteś po prostu Tyrionem.
W ostatnie chwili uchyliłem się od nadlatującej łyżki, która uderzyła w ścianę za mną.
- Jesteś najgorszym bratem na świecie! - zapiszczała.
Musiałem naprawdę ją zdenerwować, bo wymaszerowała z kuchni warcząc coś pod nosem. Minęła w drzwiach zdziwionego Logana.
- Co jej zrobiłeś? - zapytał otwierając lodówkę.
- To co zawsze…
Brunet pokiwał tylko głową. Wyciągnął sok pomarańczowy i ser.
- Mi też możesz zrobić - przeczesałem dłonią włosy.
- A to nie ty powinieneś gotować młodszemu braciszkowi? - zapytał wkładając chleb do tostera.
- Ja załatwiam podwózkę. Ty robisz jedzenie - uśmiechnąłem się pod nosem - A poza tym robienie tostów to nie gotowanie.
- Podwózkę załatwia Loui.
- A dzięki komu znasz Louis'a? - zapytałem unosząc brew.
- Dzięki Horan'owi.
Spojrzałem na niego z irytacją. Mój siedemnastoletni brat potrafił się kłócić dosłownie o wszystko. Czym często denerwował nauczycieli. Na szczęście nazwisko Thomas było ratowane przez Naomi. Jako jedyna przykładała się do nauki i nie wagarowała.
Logan jednak spełnił moją prośbę i postawił przede mną talerz z tostami, sam usiadł koło mnie. Wyjąłem telefon z kieszeni, szybko przejrzałem Instagrama i odpowiedziałem na kilka Snapów. Na Facebook'u czekała na mnie wiadomość od Perrie.
Perrie Edwards:
Żyjesz po wczorajszym? 😂
Chcę powtórkę 😘😘
- Naomi! - krzyknąłem - Schodź.
Razem z Loganem ruszyliśmy w stronę wyjścia. Szybko założyłem czarne Zanotti i zarzuciłem na ramię plecak. Wyszliśmy z domu, gdy cała nasz trójka była gotowa. Na pojeździe stało zaparkowane czarne porsche. Zająłem miejsce z przodu, a brunet i szatynka z tyłu. Przybiłem piątkę z kierowcą i Niallem, który siedział obok mojej siostry.
- Wyglądasz jak trup - powiedział na dzień dobry.
- Też miło cię widzieć Horan - odpowiedziałam kpiąco.
- Jutro Harry robi ognisko nad jeziorem - odezwał się Louis - Idziesz?
Wywróciłem oczami. Tak jakbym miał wybór. Jeślibym nie poszedł to przez miesiąc nie wiedziałbym o czy rozmawiają ludzie w szkole. Ogniska u Harry'ego były szkolną tradycją. Omijali je tylko kujony lub społeczne wyrzutki. Nawet Naomi na nie przychodziła.
- A jak myślisz? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
Tomlinson uśmiechnął się pod nosem. Zatrzymał samochód na czerwonym świetle. Do szkoły mieliśmy piętnaście minut jazdy, więc nie musieliśmy się spieszyć.
- Perrie też będzie - zakomunikował blondyn z tylnego siedzenia.
Tak jakby robiło mi to jakąś różnicę. Wczoraj było jednorazowym incydentem. No może często powielanym, ale na pewno nic nie znaczącym.
- I co z tego?
Niall wzruszył ramionami. Wszyscy w szkole pamiętali jak dawno temu Horan i Edwards ze sobą chodzili. Zakończyło się to wielką dramą i wreszcie zerwaniem. Nikt jednak nie wiedział dlaczego.
Loui zaparkował na swoim ulubionym miejscu. Na szkolnym parkingu rosło tylko jedno drzewo, a jego cień był zarezerwowany dla Tomo.
Wysiedliśmy, a szatyn włączył autoalarm.
- No to kolejny rok piekła - westchnął Logan.
- Spójrz na to z tej strony, w czasie roku jest milion imprez - powiedział Niall poklepując go po plecach - Bal Bożonarodzeniowy, Halloween, Bal Zimowy....
- Dzień Świstaka - dodałem co spowodowało wybuch śmiechu reszty paczki.
- I tysiące domówek - kontynuował niezrażony - W tym u was.
- Mam nadzieję, że znowu nikt nie wyląduje w moim łóżku z pijaną Edwards - brunet spojrzał znacząco w stronę nadchodzącego Malcolma.
- Co znowu ode mnie chcesz Thomas? - zapytał blondyn, gdy zatrzymał się przy nas.
Logan wywrócił tylko oczami. Nie przepadał za Lincolnem. Nie potrafił powiedzieć dlaczego, ale po prostu go nie trawił i to ze wzajemnością.
- Idziemy? - zapytała Naomi, aby rozładować napięcie.
Pokiwałem głową i cała grupą poszliśmy do sekretariatu po nasze plany. O dziwo nie było kolejki i mogliśmy je od razu odebrać.
- Mam angielski - powiedziałem podnosząc głowę z nad kartki.
Okazało się, że moja siostra ma pierwszą godzinę razem ze mną. Niall miał biologie, a Malcolm matmę.
- Niepotrzebnie wstawałem tak wcześnie - Logan pokazał nam swój plan - Mam dzisiaj na drugą.
- Idź na fajkę i tyle - powiedział Louis odgarniając włosy z czoła.
- Przez całą godzinę? - zapytał sceptycznie.
- Dlaczego cały czas dzisiaj narzekasz? - wtrącił się poirytowany Malcom - Zamieniasz się w babę?
Brunet miał już coś odpowiedzieć, ale pierwsza okazała się Naomi.
- Możesz z niego zejść wreszcie? On cały czas narzeka, a ty za to cały czas mu dogryzasz.
- Niby kiedy się go czepiam?
- Cały czas - prawie krzyknęła czym naraziła się na karcące spojrzenie sekretarki - Idziesz Gini?
Pożegnałem się z kumplami i razem z Nao poszliśmy pod klasę numer 32.
- Perrie ma z nami lekcje - powiedziała wpatrując się w ekran samsunga.
Z trudem zwlekłem się z łóżka. Miałem wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje. Doczłapałem się jakimś cudem do szafki i wyciągnąłem z niej pierwszej lepsze ubrania. Padło na czarne, mocno podarte na kolanach rurki, biały T-shirt i czerwoną bluzę z kapturem. W dosyć niezgrabny sposób założyłem wszystko na siebie i wyszedłem z pokoju.
W kuchni zastałem Naomi. W najlepsze pałaszowała płatki, bujając wesoło nogami. Usiadłem obok niej i schowałem twarz w dłonie. Usłyszałem głośny chichot.
- Co cię tak bawi? - wybełkotałem.
- Wyglądasz jakbyś pierwszy raz w życiu wziął wódkę do ust - powiedziała melodyjnym głosem.
- Bo to nie była wódka…
Znów parsknęła śmiechem.
- A co? Nie mów, że jakaś dziewczyna wrzuciła ci tabletkę gwałtu do drinka.
- Zamknij się krasnalu.
Uwielbiałem czepiać się jej małego wzrostu. Jesteśmy bliźniakami, ale różnica w centymetrach wcale nie jest taka mała. Szatynka nienawidzi moich przytyków w tej sprawie, gdy byliśmy mali rodzice musieli często interweniować.
- A miałam zrobić ci śniadanie, ale skoro wolisz mnie wyzywać - zeskoczyła ze stołka.
Odłożyła miskę do zmywarki.
- Dobra. Przepraszam, nie jesteś krasnalem - spojrzała na mnie z ukosa - Jesteś po prostu Tyrionem.
W ostatnie chwili uchyliłem się od nadlatującej łyżki, która uderzyła w ścianę za mną.
- Jesteś najgorszym bratem na świecie! - zapiszczała.
Musiałem naprawdę ją zdenerwować, bo wymaszerowała z kuchni warcząc coś pod nosem. Minęła w drzwiach zdziwionego Logana.
- Co jej zrobiłeś? - zapytał otwierając lodówkę.
- To co zawsze…
Brunet pokiwał tylko głową. Wyciągnął sok pomarańczowy i ser.
- Mi też możesz zrobić - przeczesałem dłonią włosy.
- A to nie ty powinieneś gotować młodszemu braciszkowi? - zapytał wkładając chleb do tostera.
- Ja załatwiam podwózkę. Ty robisz jedzenie - uśmiechnąłem się pod nosem - A poza tym robienie tostów to nie gotowanie.
- Podwózkę załatwia Loui.
- A dzięki komu znasz Louis'a? - zapytałem unosząc brew.
- Dzięki Horan'owi.
Spojrzałem na niego z irytacją. Mój siedemnastoletni brat potrafił się kłócić dosłownie o wszystko. Czym często denerwował nauczycieli. Na szczęście nazwisko Thomas było ratowane przez Naomi. Jako jedyna przykładała się do nauki i nie wagarowała.
Logan jednak spełnił moją prośbę i postawił przede mną talerz z tostami, sam usiadł koło mnie. Wyjąłem telefon z kieszeni, szybko przejrzałem Instagrama i odpowiedziałem na kilka Snapów. Na Facebook'u czekała na mnie wiadomość od Perrie.
Perrie Edwards:
Żyjesz po wczorajszym? 😂
Regin Thomas:
Ledwo.…
Perrie Edwards: Chcę powtórkę 😘😘
Regin Thomas:
Z przyjemnością 😏
Zablokowałem telefon i odłożyłem na blat. Byłem nim tak zajęty, że nie zauważyłem kiedy pochłonąłem całe jedzenie. Brunet prawie podskoczył, gdy cisza panująca w domu została przerwana przez klakson samochodu.- Naomi! - krzyknąłem - Schodź.
Razem z Loganem ruszyliśmy w stronę wyjścia. Szybko założyłem czarne Zanotti i zarzuciłem na ramię plecak. Wyszliśmy z domu, gdy cała nasz trójka była gotowa. Na pojeździe stało zaparkowane czarne porsche. Zająłem miejsce z przodu, a brunet i szatynka z tyłu. Przybiłem piątkę z kierowcą i Niallem, który siedział obok mojej siostry.
- Wyglądasz jak trup - powiedział na dzień dobry.
- Też miło cię widzieć Horan - odpowiedziałam kpiąco.
- Jutro Harry robi ognisko nad jeziorem - odezwał się Louis - Idziesz?
Wywróciłem oczami. Tak jakbym miał wybór. Jeślibym nie poszedł to przez miesiąc nie wiedziałbym o czy rozmawiają ludzie w szkole. Ogniska u Harry'ego były szkolną tradycją. Omijali je tylko kujony lub społeczne wyrzutki. Nawet Naomi na nie przychodziła.
- A jak myślisz? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
Tomlinson uśmiechnął się pod nosem. Zatrzymał samochód na czerwonym świetle. Do szkoły mieliśmy piętnaście minut jazdy, więc nie musieliśmy się spieszyć.
- Perrie też będzie - zakomunikował blondyn z tylnego siedzenia.
Tak jakby robiło mi to jakąś różnicę. Wczoraj było jednorazowym incydentem. No może często powielanym, ale na pewno nic nie znaczącym.
- I co z tego?
Niall wzruszył ramionami. Wszyscy w szkole pamiętali jak dawno temu Horan i Edwards ze sobą chodzili. Zakończyło się to wielką dramą i wreszcie zerwaniem. Nikt jednak nie wiedział dlaczego.
Loui zaparkował na swoim ulubionym miejscu. Na szkolnym parkingu rosło tylko jedno drzewo, a jego cień był zarezerwowany dla Tomo.
Wysiedliśmy, a szatyn włączył autoalarm.
- No to kolejny rok piekła - westchnął Logan.
- Spójrz na to z tej strony, w czasie roku jest milion imprez - powiedział Niall poklepując go po plecach - Bal Bożonarodzeniowy, Halloween, Bal Zimowy....
- Dzień Świstaka - dodałem co spowodowało wybuch śmiechu reszty paczki.
- I tysiące domówek - kontynuował niezrażony - W tym u was.
- Mam nadzieję, że znowu nikt nie wyląduje w moim łóżku z pijaną Edwards - brunet spojrzał znacząco w stronę nadchodzącego Malcolma.
- Co znowu ode mnie chcesz Thomas? - zapytał blondyn, gdy zatrzymał się przy nas.
Logan wywrócił tylko oczami. Nie przepadał za Lincolnem. Nie potrafił powiedzieć dlaczego, ale po prostu go nie trawił i to ze wzajemnością.
- Idziemy? - zapytała Naomi, aby rozładować napięcie.
Pokiwałem głową i cała grupą poszliśmy do sekretariatu po nasze plany. O dziwo nie było kolejki i mogliśmy je od razu odebrać.
- Mam angielski - powiedziałem podnosząc głowę z nad kartki.
Okazało się, że moja siostra ma pierwszą godzinę razem ze mną. Niall miał biologie, a Malcolm matmę.
- Niepotrzebnie wstawałem tak wcześnie - Logan pokazał nam swój plan - Mam dzisiaj na drugą.
- Idź na fajkę i tyle - powiedział Louis odgarniając włosy z czoła.
- Przez całą godzinę? - zapytał sceptycznie.
- Dlaczego cały czas dzisiaj narzekasz? - wtrącił się poirytowany Malcom - Zamieniasz się w babę?
Brunet miał już coś odpowiedzieć, ale pierwsza okazała się Naomi.
- Możesz z niego zejść wreszcie? On cały czas narzeka, a ty za to cały czas mu dogryzasz.
- Niby kiedy się go czepiam?
- Cały czas - prawie krzyknęła czym naraziła się na karcące spojrzenie sekretarki - Idziesz Gini?
Pożegnałem się z kumplami i razem z Nao poszliśmy pod klasę numer 32.
- Perrie ma z nami lekcje - powiedziała wpatrując się w ekran samsunga.
Lizzy POV
Z mojego pięknego snu o wakacjach wyrwały mnie pierwsze dźwięki piosenki "I Want To Live", które sygnalizowały że czas do szkoły. Niechętnie otworzyłam oczy i podniosłam się sięgając po telefon. Wyłączyłam budzik, sprawdziłam instagram i w końcu podniosłam się z łóżka. Podeszłam do szafy i sięgnęłam z wieszaka strój, wcześniej uszykowany, na pierwszy dzień w nowej szkole. Był to czarno-biały sweter, długie, proste dżinsy oraz zwyczajne szare trampki. Nowa szkoła. Niby nic niezwykłego gdyby nie to, że ja zmieniłam szkołę przed ostatnią klasą liceum. Dzisiejszego dnia trafię do nowego środowiska gdzie wszyscy już się znają i mają swoje paczki. Bałam się że znowu z jakiegoś powodu mnie nie zaakceptują i będę miała takie problemy jak w poprzedniej szkole. Po jakimś czasie, z głową pełną pesymistycznych scenariuszy dzisiejszego dnia, zeszłam na dół już gotowa. Weszłam do kuchni gdzie uśmiechem powitała mnie moja mam stawiając talerz ze śniadaniem na stole.
- Jak się czujesz przed pierwszym dniem? - Usiadła na krześle obok przy drugim talerzu.
- Boję się, że będzie jak wcześniej...- przyznałam.
Moja mama jest jedną z najbliższych mi osób. Zawsze mogę jej o wszystkim powiedzieć, a ona mnie wysłucha i mi doradzi. Od rozwodu moich rodziców mieszkam tylko z nią. Z ojcem natomiast widuje się rzadko. Wystarcza mu moja bliźniaczka Diana, która z nim mieszka. Z siostrą, wbrew pozorom, utrzymujemy dobry kontakt i jesteśmy jak przyjaciółki. Staramy się często spotykać mimo że mieszkamy w różnych miastach.
- Nie martw się. Będzie dobrze.
Kiwnęłam jej tylko głową w odpowiedzi, po czym wstałam i odstawiłam pusty już talerz do zlewu. Pożegnałam się z mamą, po czym wyszłam z domu zabierając plecak z salonu. Dzisiejszego dnia, mimo że do szkoły mam kawałek, postanowiłam się przejść. Idąc jak skazaniec na śmierć, zmierzałam w kierunku szkoły. Gdy ujrzałam jej gmach, moje kroki stały sie jeszcze wolniejsze. Jednak niestety po chwili przeszłam przez bramę i weszłam przez duże, dwuskrzydłowe drzwi do wnętrza szkoły. Rozejrzałam się dookoła i wzrokiem odnalazłam sekretariat. Po chwili w ręce trzymałam mój plan lekcji. Spojrzałam na niego.
- Angielski… Sala 32… - Mruknęłam sama do siebie.
Ponownie omiotłam wzrokiem korytarz, lecz nie zauważyłam tej sali. Ruszyłam przed siebie z postanowieniem, że zaczepie pierwszą spotkaną osobę. Na szczęście nie musiałam dlugo szukać bo za zakrętem zauważyłam dziewczynę i chłopaka. Przyśpieszyłam swoje kroki, żeby ich dogonić.
- Przepraszam. - Mruknęłam zrównując z nimi kroki. - Moglibyście mi pokazać gdzie jest sala 32?
Przyjrzałam się im. Prawdopodobnie było to rodzeństwo. Chłopak był wysokim szatynem i moim zdaniem przystojmy. Na sobie miał białą koszulkę i czerwoną bluzę z kapturem. Na nogach miał czarne rurki z dużymi dziurami. Na stopach miał czarne buty, a na ramieniu czerwony plecak. Natomiast dziewczyna, również szatynka, byla niższa od niego i ubrana w czarno-białą sukienkę i białe trampki.
- Idę do Perrie. - odezwał się chłopak.
- Idź do swojej ukochanej. - Zaśmiała się jego towarzyszka.
- Spadaj krasnalu. - Obrócił się i ruszył spowrotem we wcześniej obranym kierunku.
Po odejściu chłopaka dziewczyna odwróciła się w moją stronę.
- Jestem Naomi a to był mój brat Regin.- pokazała palcem w stronę chłopaka. - Właśnie szliśmy w kierunku 32. Jesteś nowa?
- Lizzy. - przedstawiłam się - Tak. - Podrapałam się po karku. - Nie za bardzo się orientuje w tej szkole.
- Wychodzi na to że mamy razem angielski więc możemy isc razem.- Naomi uśmiechnęła się szeroko - Później mogę cię oprowadzić po szkole, żebyś się przypadkiem nie zgubiła.
- Naprawdę? Dziękuję! - Ucieszyłam się na jej słowa.
Bez sensu rano się denerwowałam. Nie jest aż tak źle. Jeszcze się nawet nie zaczęła pierwsza lekcja a ja już kogoś poznałam. Na dodatek ten ktoś wydaje się miły i chyba mnie polubił.
- Nie ma sprawy. - Ruszyła do przodu - Chodź bo zaraz się spóźnimy.
Poszłam a nią z dużo lepszym nastrojem niż rano po przebudzeniu. Do klasy weszłyśmy chwilę po dzwonku i niestety w klasie był już nauczyciel. Naomi od razu poszła do swojej ławki, siedziała przed Reginem z jakąś dziewczyną, a ja zostałam zmuszona przez nauczyciela do przedstawienia się klasie.
- Nazywam się Lizzy Colins. - zaczęłam - Wcześniej chodziłam do szkoły w Harrow. Interesuję się fotografią.- powiedziałam nie zamierzając mówić cokolwiek więcej.
- Dobrze. - odezwał się nauczyciel - Usiądź w jakiejś ławce.
Zamierzałam usiąść sama, jednak wszystkie ławki były zajęte. Dlatego postanowiłam usiąść za Naomi z jej bratem. Skoro ona jest fajna to on raczej też powinien. Gdy tylko zajęłam swoje miejsce odwróciła się do mnie.
- Gratuluję doboru miejsca.- zaśmiała się.
- Czemu? - Nie za bardzo zrozumiałam czemu to było takie zabawne.
- Zobaczysz. - powiedziała do mnie dziewczyna siedząca z Naomi. - Jestem Perrie.
- Nie przesadzajcie. - odezwał się do tej pory milczący Regin. - Nie gryzę.
- Zależy kiedy. - Dziewczyna która przedstawiła się jako Perrie poruszyła znacząco brwiami.
- Okej... - Przesunęłam wzrokiem z Regina na Perrie dokładnie wiedząc o co jej chodzi. - Jesteście razem?
Odpowiedzią na moje pytanie był głośny wybuch śmiechu całej trójki, przez co nauczyciela łypnął okiem na nas zły, a ja poczułam się jak debil.
- Gin miał ostatnią dziewczynę chyba na początku gimnazjum - Naomi otarła łzy z policzków - I na tym nadzieje naszej matki na porządną synową legły w gruzach.
Regin na jej slowa przewrócił oczami.
- Dobrze wiedzieć. - Tym razem i ja się zaśmiałam.
- A ty masz chłopaka? - odezwał się niespodziewanie szatyn.
- Nie mam. I w sumie mi z tym dobrze.- Uśmiechnęłam się szeroko.
Zostałam obdarowana przez Regina dziwnym spojrzeniem. Jego mina wyrażała drwinę wymieszaną z czymś innym, czego nie potrafiłam rozpoznać. Zaczęłam mieć dziwne przeczucie jednak postanowiłam to zignorować. Zerknęłam na milczącą Perrie, która zajęła się swoim telefonem.
- Malcolm pyta się czym jedziecie do Harry'ego - powiedziała nie odwracając wzroku od ekranu.
- Z Lou - odpowiedział chłopak.
- Ty też idziesz Lizzy - poinformowała mnie Naomi.
- Ale o co chodzi? - spytałam. - Ja o niczym nie wiem.
- Impreza u Styles'a - powiedział znudzony Regin - Jeśli na nią nie pójdziesz zostaniesz jedną z frajerów ze stolika 20.
- Nie strasz jej - zaśmiała się Perrie - Aż tak źle nie będzie.
Chłopak spojrzał na nią ze zwątpieniem we wzroku.
- Chyba jednak wolę iść z wami... - Kiwnęłam głową - Gdzie mieszka?
- W domu - prychnął szatyn.
- No raczej nie pod mostem. - Uśmiechnęłam się a Perrie spojrzała na niego z przerażeniem. Regina jednak kompletnie zlekceważył moje słowa.
- A teraz dobierzcie się w pary w których zrobicie tegoroczny projekt.- dotarł do nas głos pana Evans'a.
I właśnie w tym momencie wzrok większości dziewczyn powędrował w stronę naszej ławki, a dokładniej Regina.
- Tylko bez kłótni, bo sam was podzielę. -dodał po chwili nauczyciel.
- Naomi? - Spojrzałam na nią niczym zbity pies.
- Nao robi ze mną. - odezwała się Perrie.
- Regin… - zaczęłam ale przerwała mi blondynka, która stanęła koło nas.
- Gini zrobisz ze mną ten projekt, prawda? - zatrzepotała rzęsami uśmiechając sie do niego.
- Lizzy robisz ze mną. - Regin zlekceważył dziewczynę, która łypnęła na mnie okiem zła i wróciła do swojej ławki.
- Oczywiście. - Uśmiechnęłam się zadowolona z takiego obrotu sytuacji. - Chciałam właśnie o to spytać.
- Na następnej lekcji rozdam wam tematy.- powiedział nauczyciel i po chwili rozbrzmiał dzwonek.
Szybko ewakuowaliśmy się z sali. Na korytarzu dogadałam się z Naomi że mamy razem następną lekcję z czego byłam bardzo zadowolona.
Reszta lekcji minęła mi dosyć szybko. W międzyczasie miałam kolejną lekcję z Reginem, tym razem francuski. Usiadłam w ławce przed nim, a on usiadł z chłopakiem o imieniu Louis. Przez większość czasu rozmawiali o piłce nożnej, głównie o nowym sezonie i najbliższym meczu. Jednak w jednym momencie Regin zamilkł po czym cicho odezwał się do Louisa, zerkając na mnie, na co Louis tylko skinął głową. Niedługo potem nastał koniec lekcji.
Po powrocie do domu zadowolona znalazłam się w swoim pokoju. Rzuciłam torbę w kąt i włączyłam laptop z zamiarem obejrzenia jakiegoś filmu, jednak po chwili usłyszałam sygnał sms'a dochodzący z mojej torebki. Od razu sięgnęłam po telefon i sprawdziłam wiadomość od, jak się okazało, Diany.
Dianuś ♥
Jak tam pierwszy dzień?
Ja
Super! Dogadałam się już z taką Naomi. Było naprawdę miło.
Dianuś ♥
Cieszę się. Może tu ci się uda :)
Ja
Mam taką nadzieję. Kiedy przyjeżdżasz?
Dianuś ♥
W tym tygodniu jestem już zajęta ale przyszły weekend jest tylko dla nas ♥
Ja
Nie mogę się doczekać ♥
Schowałam telefon do kieszeni i poszłam do kuchni zobaczyć co mama zostawiła na obiad. Widząc makaron i sos pomidorowy ucieszyłam się i od razu włączyłam ogień pod garnkiem żeby go zagrzać. Oparłam się o kuchenny blat zaplatając ramiona na piersiach. Moje myśli uciekły do początku dnia. Cieszyłam się, że udało mi się z kimś zakolegować. Naomi była naprawdę miła. Regin natomiast aż tak miły nie był ale również się wydawał fajny. Ten rok szkolny powinien być dużo lepszy od poprzedniego. A przynajmniej miałam taką nadzieję. Gdy moje przemyślenia przestawiły się na jutrzejszą imprezę i strój dobry na nią poczułam smród spalenizny, przez co od razu oprzytomniałam. Przypaliłam właśnie swój obiad. Zgasiłam pod nim szybko ogień. Po chwili nałożyłam sobie danie na talerz starając nie zgarnąć przypalonego sosu z dołu. Sięgnęłam jeszcze widelec i wróciłam z talerzem do swojego pokoju, gdzie w końcu włączyłam film.
Szybko ewakuowaliśmy się z sali. Na korytarzu dogadałam się z Naomi że mamy razem następną lekcję z czego byłam bardzo zadowolona.
Reszta lekcji minęła mi dosyć szybko. W międzyczasie miałam kolejną lekcję z Reginem, tym razem francuski. Usiadłam w ławce przed nim, a on usiadł z chłopakiem o imieniu Louis. Przez większość czasu rozmawiali o piłce nożnej, głównie o nowym sezonie i najbliższym meczu. Jednak w jednym momencie Regin zamilkł po czym cicho odezwał się do Louisa, zerkając na mnie, na co Louis tylko skinął głową. Niedługo potem nastał koniec lekcji.
Po powrocie do domu zadowolona znalazłam się w swoim pokoju. Rzuciłam torbę w kąt i włączyłam laptop z zamiarem obejrzenia jakiegoś filmu, jednak po chwili usłyszałam sygnał sms'a dochodzący z mojej torebki. Od razu sięgnęłam po telefon i sprawdziłam wiadomość od, jak się okazało, Diany.
Dianuś ♥
Jak tam pierwszy dzień?
Ja
Super! Dogadałam się już z taką Naomi. Było naprawdę miło.
Dianuś ♥
Cieszę się. Może tu ci się uda :)
Ja
Mam taką nadzieję. Kiedy przyjeżdżasz?
Dianuś ♥
W tym tygodniu jestem już zajęta ale przyszły weekend jest tylko dla nas ♥
Ja
Nie mogę się doczekać ♥
Schowałam telefon do kieszeni i poszłam do kuchni zobaczyć co mama zostawiła na obiad. Widząc makaron i sos pomidorowy ucieszyłam się i od razu włączyłam ogień pod garnkiem żeby go zagrzać. Oparłam się o kuchenny blat zaplatając ramiona na piersiach. Moje myśli uciekły do początku dnia. Cieszyłam się, że udało mi się z kimś zakolegować. Naomi była naprawdę miła. Regin natomiast aż tak miły nie był ale również się wydawał fajny. Ten rok szkolny powinien być dużo lepszy od poprzedniego. A przynajmniej miałam taką nadzieję. Gdy moje przemyślenia przestawiły się na jutrzejszą imprezę i strój dobry na nią poczułam smród spalenizny, przez co od razu oprzytomniałam. Przypaliłam właśnie swój obiad. Zgasiłam pod nim szybko ogień. Po chwili nałożyłam sobie danie na talerz starając nie zgarnąć przypalonego sosu z dołu. Sięgnęłam jeszcze widelec i wróciłam z talerzem do swojego pokoju, gdzie w końcu włączyłam film.